Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ilona prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ilona prywatnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 marca 2013

Wesołego Alleluja!!


Cała Magiczna drużyna życzy zdrowych i kolorowych 
Świąt Wielkiej Nocy.
Kicającego Zajączka z koszem słodkości, 
dużo słońca i uśmiechu dla Waszych rodzin.

poniedziałek, 25 marca 2013

Magiczna Szuflada się powiększyła :)

Co za pogoda. Biało, biało, wszędzie biało, zaczynam tęsknić za kolorami wiosny. Zdecydowanie muszę nadrobić braki dekorując dom. Kolorowe jajeczka i kwiatki zawisną na oknach i gałązkach, choć przyznaję, że bawi mnie widok pisanek na tle śniegu wpadającego przez okno. Mam ochotę zamienić je na bombki.
Ale... jestem cierpliwa i wierzę, że wiosna za kilka dni zawita do mojego ogrodu.

Wiosna, zima?? Zima, wiosna?? Cóż... Dokarmiam ptaszki, robię im zdjęcia i uśmiecham się, na szczęście dużo słońca wpada przez okna i to nastraja mnie pozytywnie.

Ale ja nie o tym. Jak z pewnością wiele osób już wie, nasza brygada powiększyła się o nowego członka. Maleńki Tymoteusz zawitał w naszym domu 6 marca i dał tyle radości.
Jeszcze nie wysypiam się i mam potworne zaległości w pracach ręcznych, ani jednego jajeczka w tym roku, o biżuterii nie wspomnę. Ale powoli poznajemy się lepiej, powoli uczymy się organizować czas. I choć to piękne przeżycie, to puder i korektor na dzień dzisiejszy to moje ulubione przyjaciółki. :)

A to nasz maleńki skrzacik. 



Czas zabrać się za fajne zdjęcia naszego maluszka, do rodzinnego albumu... Tymek rośnie jak na sterydach pędzony i wiele fajnych, kolorowych ubranek już wylądowało w kartonie, a były kupione specjalnie na sesje. Tak wiem, to takie próżne, ubranka... ale one są takie cudne, że dla samych kolorków bym je kupowała i zamiast wielkanocnych pisanek rozwieszę śpioszki przywołując wiosnę :)
Cóż... oszalałam, czy to brak wysokich temperatur za oknem??



Ściskam Wszystkich  gorąco i zapraszam na pyszną pizzę do mojej kuchni.
Ilona

http://magicznakuchniailony.blogspot.com/ 


niedziela, 13 stycznia 2013

Zima

Dlaczego czas tak pędzi... Jeszcze niedawno robiłam biżuterię, gotowałam i spotykałam się z ciekawymi ludźmi, w ciekawych miejscach. Teraz większość czasu spędzam w kuchni, ponieważ ukochana pracownia została przerobiona na pokój dla córy... a ja nie mam na nic więcej czasu i tylko to miejsce mi pozostało, aby kreatywnie nie usnąć.
Oczywiście rodzinka się cieszy, ponieważ testuje wymyślone dania i popija nowymi drinkami.

Myślę, że jak dobrze pójdzie to spokojnie będę mogła wrócić do codzienności sprzed wakacji :)
Wszystko w swoim czasie.

Dzisiaj niedziela. Piękna białą sceneria i odrobina słoneczka, wypędziła mnie i męża do ogrodu z aparatem. Krótka sesyjka brzuszkowa, żeby coś na pamiątkę zostało, bo już wkrótce drużyna Magicznej Szuflady powiększy się o małego brzdąca. 
Oczywiście nasza szczekająca pociech, która uwielbia śnieg i zabawy w tym białym puchu biegała z nami. Nawet udało się kilka razy uchwycić ją w obiektywie.
Ale żeby nie zanudzać pokażę kilka fotek, z naszego ogródka. 









  
  



To zasypałam Was zdjęciami :) 
Przy okazji zapraszam Was do mojej kuchni, tam bywam często...
Do zobaczenia 
Ściskam Ilona 


środa, 28 listopada 2012

Brzusio rośnie

Jak ten czas leci. Dopiero co mdliło mnie od "tortu"  (wtajemniczeni będą wiedzieli o co chodzi :), 
a tu proszę... 26 tydzień i ogromny brzusio. 
Junior rośnie, a wyglądam jak pędzona na super sterydach. 

Ale co tu dużo mówić... Już za momencik, już za chwileczkę... 




Pozdrawiamy Wszystkich bardzo gorąco!
Ilona i Junior:)

sobota, 3 listopada 2012

Obiad - palce lizać

Witajcie kochani. Dzisiaj serwuję obiad z piekarnika. Czasu na pichcenie mało, jak w każdą sobotę w moim domu. Choć przyznać muszę, że ostatnie tygodnie są wyjątkowo zajęte. Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Jak większość z Was już wie, za kilka miesięcy nasza rodzinka się powiększy. Zamieszka z nami maleńki bobas, który z całą pewnością wszystko przewróci do góry nogami. W takowej sytuacji, nasz domek wymaga wielu zmian, które postanowiliśmy rozpocząć jak najszybciej, żeby Święta Bożego Narodzenia spędzić w spokoju i czystości. I tak.... Pokoik dla młodego lokatora wymaga już tylko dekoracji, zaś moja była pracownia z dnia na dzień przepoczwarza się. Dokładniej mówiąc zamieszka w niej nasza nastoletnia pociecha, więc każdy szczegół musiał ulec zmianie , tak, aby odpowiadał gustowi Ady.
Oj się dzieje... ale jest wesoło.
Ja zmieniłam się nie do poznania, wielka, ogromna - jak słynna lokomotywa :) Na szczęście siły na pichcenie mam. Czekają mnie jeszcze tworki świąteczne i zamówienia. Jeżeli ktoś jest zainteresowany ciekawym i oryginalnym prezentem, zapraszam. 

Wracając do tematu...
Dzisiaj podzielę, się naszym obiadkiem. I choć szybki w przygotowaniu, czekać na niego chwilkę trzeba (godzinę), ale w oczekiwaniu można wiele zrobić... Na przykład przygotować ten post lub sprzątnąć łazienkę :)

Jak wcześniej wspomniałam wszystko co podam będzie pieczone... Dzisiaj na moim stole zagościł:
Pieczony ser z cukinią, ziemniaki z czosnkiem oraz pomidory w occie balsamicznym. Uwielbiam!

To nie będę dłużej opowiadała... zapraszam na obiad.


 Pieczone ziemniaki

  • ziemniaki
  • czosnek
  • sól gruboziarnista, morska
  • oliwa z oliwek
Obrane i umyte ziemniaki kroimy w dużą kostkę. Układamy je w żaroodpornym naczyniu, posypujemy solą. Wrzucamy całe ząbki czosnku i co ważne nie mogą być obrane. Po upieczeniu bez problemu wyjdą ze skorupek, będą miękkie i słodkie. Następnie całość podlewamy oliwą z oliwek mieszamy i wstawiamy do piekarnika na ok godzinę. Po 45 minutach warto sprawdzić, czy ziemniaki są miękkie. W zależności od gatunku, niektóre mogą być szybciej lub później gotowe.
Piekarnik ustawiamy na 180-200 stopni. Ziemniaki wstawiamy do piekarnika kiedy osiągnie ok 150 stopni. Co 15 -20 minut mieszamy, żeby uniknąć przypalenia. 

Pieczone ziemniaki - ulubiony przysmak mojej rodzinki - są rewelacyjnym dodatkiem do wielu pieczonych dań. Sera, mięs lub innych warzyw. Polecam!



Pieczony ser z cukinią

  • ser, np camembert lub brie
  • oliwa z oliwek
  • mieszanka ziół
  • cukinia mała
  • suszone warzywa
  • sól selerowa
Do pojemnika wlewamy oliwę z oliwek, tak oby przykryła całe dno i mieszamy z przyprawą. Ja użyłam mieszanki do grila z mojej ukochanej firmy Przyprawy Świata . Następnie układamy ser, który po ok 15-20 minutach przewracamy na drugą stronę, tak aby mógł " napić się " oliwy z przyprawą równomiernie.  
Cukinię myjemy, odcinamy końcówki i kroimy wzdłuż. Układamy na blasze do grilowania i posypujemy suszonymi warzywami oraz solą selerową. Obok układamy nasz nasiąknięty przyprawą ser. Całość podlałam dodatkowo odrobiną oliwy pozostałej po marynowaniu. Blachę wkładamy do nagrzanego piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na około pół godziny. Danie będzie gotowe kiedy ser delikatnie spuchnie, a cukinia będzie miękka, ale chrupiąca.


Pieczone pomidory
  • pomidorki koktajlowe
  • czosnek
  • oliwa z oliwek
  • ocet balsamiczny z syropem figowym
Pomidory myjemy i osuszamy. Dla uzyskania ciekawego efektu na talerzu starajmy się nie oberwać ich z gałązek. Będą się ciekawie prezentowały. Czosnek drobno siekamy i posypujemy pomidorki ułożone w żaroodpornym naczyniu. Całość podlewamy odrobiną oliwy z oliwek i octem balsamicznym. Dla ciekawego posmaku używam ukochanego przez wszystkich octu z sosem figowym.
Wstawiamy na ok 10 minut do piekarnika ustawionego na 180 stopni. Jak zacznie pękać skórka - pomidorki są gotowe.


Znając czas przygotowania poszczególnych potraw, możemy przygotować i podać wszystko jako jeden posiłek. Spróbujcie - polecam gorąco! Moja rodzinka i przyjaciele również ;)



 Na dzisiaj to wszystko. Mam cichą nadzieję, że zgłodnieliście i skorzystacie z moich przepisów.
Już nie mogę się doczekać Waszych komentarzy.
Ściskam gorąco
Ilona

wtorek, 9 października 2012

Komplet na 50tą rocznicę!

Dawno się nie pokazywałam, ale czasu coraz mniej. Remont, praca i... coraz większe gabaryty, heh. Szykujemy pokój dla córy likwidując moją kochaną pracownię. Więc jak łatwo się domyślacie, prędko nowych prac nie będzie. Mam nadzieję, że choć na święta dam radę zrobić troszkę dekoracji.

Ten komplet zrobiłam dla cioci i wujka z okazji 50 - tej rocznicy ślubu w sierpniu.
Fantastycznie! Tyle lat razem w szczęściu, miłości... To wręcz niesamowite. Mam nadzieję, że w mojej rodzinie to będą standardowe rocznice, czego sobie i wszystkim życzę :)
Zdjęcia robione na szybkiego pół godziny przed wyjazdem...






A wesele... tak świetnie nie bawiłam się już dawno. Impreza na całego. Na zdjęciu moja szalona rodzinka z  Młodą Parą.


Ciociu, wujku - szczęścia życzę. 


Ściskam Ilona
 

niedziela, 2 września 2012

Po marokańsku...

Dzisiaj zaserwuję Magiczny obiadek.

Wczorajszy dzień spędziliśmy u znajomych na duszonkach prosto z kociołka w ogniu skąpanego. Przepis na to pyszne  danie przywieźli ze śląska i nie wiedzieć dlaczego natchnęło mnie na marokańską kuchnię. Mąż nawet nie stara się zrozumieć. Stwierdził, że w mojej głowie jest dziwnie, a w owym stanie nawet nie chce pytać dlaczego.

Na 35-te urodzinki od siostry i szwagra dostałam cudowne naczynie prosto z  Maroko - tadżin wraz z oryginalnymi przyprawami Kuminem i mieszanką wielu, Ras el hanout (i tu mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwy). 
Ponieważ moja ukochana rodzinka jest dość wybredna postanowiłam zrobić coś "bezpiecznego" z nutką arabską.

Nie będę podawała dokładnych  proporcji ponieważ obiadek był czystą improwizacją i eksperymentem.


Pierś z kurczaka z nutką Maroko


Dno naczynia delikatnie podlewamy oliwą z oliwek.
Pierś z kurczaka umytą i osuszoną kroimy w dość grube plastry, układamy jako pierwszą warstwę. Posypujemy posiekanym czosnkiem oraz marokańską mieszanką przypraw.

Następna warstwa to ziemniaki pokrojone w plastry grubości ok pół cm, podlane oliwą z oliwek i posypane kuminem. Na ziemniaki świeże zioła prosto ze słonecznego ogrodu - tu oregano.

Ostatnią warstwą są różyczki kalafiora podsypane mieszanką przypraw i gałązkami świeżego oregano. 


Taką piramidę podlewamy odrobiną oliwy obsypujemy zielonymi oliwkami i przykrywamy naczynie charakterystycznym kominkiem.

Całość powinna wylądować w rozgrzanych węgielkach, ale ja postawiłam na małym ogniu kuchenki gazowej we własnej kuchni. Po 15 min. owe danie podlałam sporą ilością soku pozostałego z oliwek i cierpliwie czekałam kolejne minuty.

Obiad po ok 50 min był gotowy. Zapach jaki szalał po całym mieszkaniu był niesamowity. Szkoda, że tego nie jestem w stanie pokazać. 

 Na koniec jako dekoracja i witaminka, świeża pietruszka. Jakie to było pyszne. Kominkowe kombinacje tak strasznie mi się spodobały i zasmakowały mojej rodzince, że z pewnością na kolejny niedzielny obiadek zawita do nas orientalna nutka.


Mniam... Teraz czas na deser. Gorąca szarlotka sypana z lodami i sosem malinowym. 

Mam ostatnio smaka na malinki i pomidorową. Heh
Ściskam gorąco
Ilona 

piątek, 17 sierpnia 2012

Sokowirówka, urodzinki i troszkę prac...

Witam Kochani. 
Urlop się kończy, więc i ja do życia wracam. Opornie ale... do przodu. 
Spiżarkę uzupełniam powolutku, warzywka mrożę hurtowo. 
...
Dzisiaj troszeczkę ciekawostek. Prac zamówionych kilka i uwieczniony proces twórczy małżonka, który to techniką z przed dziesiątek lat, soki na zimę robił. A także  kilka zdjątek z imprezy urodzinowej :)
(...)
Na początek Robert w altanie. Czy ktoś pamięta taką sokowirówkę?? Cudowna jest! Sok gęsty, troszeczkę do kubeczka, reszta do słoików. Kwaśne, gęste, wyciśnięte do ostatniej kropli. 



A dziewczynki w krzaczki poziomkowe rączki zanurzy :) Było wesoło. 


Następnego dnia zrobiliśmy ogrodową imprezę, dla najbliższych.
35 latek minęło to sobie biesiadowaliśmy do ciemnej nocy, bo niestety do rana nawet z grzejnikiem na plecach nikt nie dałby rady.
I w tym miejscu chciałam podziękować za cudowne życzenia urodzinowe i piękny prezent od Moniki  Piękna kartka i piękna tabliczka, a do tego bardzo na czasie :)



A na koniec kilka część prac, które zostały zamówione i dostarczone. I podczas urlopu w pracowni bywałam...
chustecznik w maki z przecierkami



oraz dzbany. 


Na dzisiaj wystarczy. Zaległości mam tak ogromne i tak wiele chciałbym Wam pokazać, że popadalibyście przed monitorem. Więc resztę zostawię na inny wieczór.
Ściskam Wszystkich gorąco i słoneczka życzę.
Buziolki. 

wtorek, 7 sierpnia 2012

Spacer po Sopocie.

W tym roku niestety nie wyjeżdżamy, ale nie oznacza to, że urlop spędzimy w domu.
Korzystając z promieni słonecznych wybraliśmy się na spacer po Molo w Sopocie. Muszę przyznać, choć mieszkam 40 min drogi od niego ostatnio byłam tam... oj chyba 7 lat temu. Wstyd!
Pobyt w Sopocie rozpoczęliśmy ( i tu pewnie wielu nie zadziwię ) od jedzenia. Na ul. Haffnera otworzyli restaurację z Afrykańską kuchnią. Jedzenie było nawet smaczne, choć nie powaliło mnie na kolana. Jestem "dziwna" jak to mój mąż określa, bo dogodzić mi pod względem kulinarnym łatwo nie jest. I zdecydowanie nie chodzi mi o to, że nic mi nie smakuje. Jest dobre, czasami bardzo, ale uwielbiam jak kuchnia / kucharz mnie zaskoczy.
Niestety przyznać muszę, że obiektywna ostatnio nie jestem, gdyż od pewnego czasu jedyne co mi wyjątkowo smakuje to pomidorowa, kwaskowata z ryżem, mniammm. I ku zaskoczeniu mojego otoczenia - zaczęłam używać sól. Heh....

Ale wracając do sopockiego mola. Oczywiście zrobiłam kilka fotek i choć często słoneczko zachodziło, pamiątki są. Miłego oglądania...



 





Ściskam Wszystkich gorąco
Ilona